|
Byłem jedynym chłopcem w Związku Radzieckim, który miał na własność
wyścigowego bugatti - światowej sławy karykaturzysta z Moskwy o
dzieciństwie w Legnicy wspomina podczas wernisażu
w...Gubinie.
Zanim tydzień temu odbyła się wystawa, Tomasz Wołoszyn wysłał maila
do Michaiła Zlatkovskiego. Artysta z Moskwy obiecał przysłać prace. Zaraz
potem przyszedł następny mail: moja rodzina pochodzi z Polski, a ja
dzieciństwo spędziłem w Legnicy. Czy to daleko od ciebie? Niedaleko?... To
przyjadę... Kraj dzieciństwa
Urodziłem się w 1944 r. Rok później mama przywiozła mnie do
Legnicy, miejsca służby ojca. Spędziłem tam pierwszych osiem lat życia -
wspomina Michaił Zlatkovski. Ojciec, naczelnik oddziału operacyjnego,
zgodnie ze stanowiskiem, zajął dom naczelnika oddziału operacyjnego
Wehrmachtu. Po poprzednim gospodarzu została niemiecka służba. - W 1948
r. nocą gdzieś ich wywieziono. ,,Dlatego że oni bardzo źli, że faszyści''
- tłumaczyła mama. Kiedy dostałem klapsa, pocieszała mnie kucharka.
Ogrodnik dawał najlepsze zabawki - prawdziwe karabiny (ojciec dbał o
przepiłowanie broni). Miałem wierzyć, że są faszystami? Zabawek w
Legnicy nie było. Był wielki śmietnik techniki. Wśród złomu transporterów
i czołgów wypatrzyłem auto. Bez kół, z porwanymi siedzeniami. Nie
wiedziałem, jaka to marka, ojciec - też. Samochód był moją ulubioną
zabawką. Po 30 latach zobaczyłem go w... katalogu firmy Bugatti. Chyba
nikt poza mną w Związku Radzieckim nie miał wyścigowego bugatti. Przez
lata marzyłem o powrocie do Legnicy. 1988 r. I nagroda w Satyrykonie. Po
trzech dniach biesiady z artystami, zacząłem szukać domu. Dwa dni
prześwietlania paszportu. W końcu puścili. Ze strażnikiem. Płakałem. Z
wierzchu dom ten sam, w środku - wszystko zniszczone. Dębowe boazerie i
sufity, piece, kolorowe witraże... Rysunek i fizyka
jądrowa
Pierwsze moje rysunki powstały w Legnicy. Na ścianach... Za sznury
aut, ciągnące przez cały dom, karano mnie najczęściej. Ojciec, wojskowy
uczony, uważał, że w Związku Radzieckim można wyżyć, mając prawdziwą
specjalność. Rysownik się w tej kategorii nie mieścił. Fizyka jądrowa -
jak najbardziej. Skończyłem uniwersytet. I - starczy! Dalej będę żyć po
swojemu - powiedziałem. Dla ojca to była katastrofa. Nie wybaczył mi
nigdy. Był twardym, surowym człowiekiem... Człowiek z Kremlem na
głowie ,,Humor młodych'': tak generację Michaiła nazwała władza.
Mówiono też o nich: ,,cudacy''. O radzieckiej satyrze politycznej i jej
walce z imperializmem powstały całe monografie. O generacji, której
twórczość wyróżnia się egzystencjalnym spojrzeniem na świat, nie ma ani
strony. - Dlatego postanowiłem napisać o moim pokoleniu. Pierwszym,
które zaczęło mówić nie o konkretnym problemie współczesnego dnia, ale o
wiecznych problemach. Ta generacja nie umarła, choć wielu zajęło się
komercją. Rozumiem to. Przez lata żyliśmy za 150 rubli w jednakowych
mieszkaniach. Kiedy pojawiła się możliwość innego życia, rysunki na
konkurs, dzięki którym zaistnieliśmy, nim zaczęła nas drukować prasa,
przestały się mieścić w kalendarzu. Wielu moich przyjaciół to bogaci dziś
ludzie. Mają domy pod Moskwą i nie chcą się ze mną spotykać. A może ze
swoim sumieniem? - Karykatura jest różna. Bywa małym śmiesznym
rysunkiem. Ja zajmuję się karykaturą filozoficzną. Na gubińskiej
wystawie są rysunki z lat 70. I sprzed tygodnia. Np. człowiek, który nosi
na głowie Kreml jak koronę, spod której już niczego nie
widzi... Dziwna historia
-
Pugaczowa ma już dziesiąty plakat, ja - żadnego - mawiał Wysocki. -
Władimir nigdy nie miał państwowych plakatów. Ani tytułu zasłużonego
artysty. - Będziesz miał, Wołodia! Zrobiłem serię 42 plakatów, tylko
dla niego, w jednym egzemplarzu. Bardzo był z nich dumny. Nie mogę się
nazwać przyjacielem Wysockiego, choć jest cała kategoria ludzi, którzy tak
o sobie mówią. Znaliśmy się wiele lat, ale nie było to obcowanie
przyjaciół. Spotykaliśmy się jak poeta z rysownikiem. W planach była
wspólna książkę. Dopiero po śmierci Wołodii wyszły dwa tomy z moimi
ilustracjami. Za rysunek już nie skazują
Ludzie w Rosji śmieją się dziś z tego, z czego śmiali się sto i
tysiąc lat temu. Są też konkretne tematy: prezydent, nasza oligarchia,
bogaci ludzie. Rosja przestała być totalitarnym państwem. Z powodu
ostrej karykatury ludzie już nie przepadają bez wieści. Możesz rysować, co
chcesz. A czy ci to wydrukują? Wcześniej była cenzura polityczna, dziś
jest w rękach redaktora naczelnego. On sam tych rzeczy nie publikuje. Boi
się. Kreml (administracja prezydenta, nie - prezydent, to dziś
najważniejsza siła) może być niezadowolony. Oczywiście, nikt nie zamknie
gazety z powodu rysunku. Ale przyjdzie inspekcja sanitarna i powie: są
karaluchy, trzeba zamknąć redakcję... Amerykański uśmiech
Przeżyłem kilka ,,żyć'': jedno - w Legnicy, drugie - fizyka,
trzecie - artysty. I czwarte, kiedy z żoną ruszyliśmy w świat. Układało
się nieźle. Byłem głównym dizejnerem w poważnym wydawnictwie. A po pięciu
latach tłumaczyłem ludziom, dlaczego wracam z raju... Bo skuczno (słowo
skuczno w rosyjskim znaczy i nudno, i smutno - dop. D. P.). To kraj, w
którym musisz się wyzbyć własnych emocji, jeśli chcesz tam być. Piękny dla
dentystów, informatyków, mechaników. Ale nie dla artysty, który nie umie
lub nie chce poddać się prawom rynku. Pierwszy rok pobytu to zachwyt.
Uczciwą policją, czystymi ulicami. Wszystko jest! Żadnych problemów! Drugi
rok to czas analizy. Do dobrych rzeczy już się przyzwyczaiłeś, zaczynasz
myśleć o mentalności. Trzeci rok to czas decyzji. - Amerykanie to
zwariowani ludzie. Człowiek wyciąga karabin i strzela do innych bez
powodu. W Moskwie też zabijają - zgadza się Michaił. - Ale po pijanemu,
albo gdy ktoś się komuś nie podoba. Ale żeby wejść do szkoły i strzelać
gdzie popadnie... Oczywiście, szkoda, że w Rosji biednie. Żal, że milicja
skorumpowana. Że nie tak czysto na ulicach. Ale tu żyje się
duchem. Amerykanin zawsze się uśmiecha - ma taki obowiązek. U nas też
się to zaczyna. Ale słowiański naród nigdy nie stanie się
amerykański. Szpilki - oknem na świat
Najsilniejszy wpływ na radziecką i rosyjską karykaturę wywarły
,,Szpilki''. Tylko one informowały o karykaturze amerykańskiej,
francuskiej. Humor zagraniczny na ostatniej stronie to w latach 70. było
nasze okno na świat karykatury. Za red. Toeplitza zmienił się nie tylko
format ,,Szpilek''. Wcześniej zapełniali je mistrzowie: Lengren,
Kobyliński, Flisak, Lipiński, jego żona Ha-Ga. Za Toeplitza weszła
młodzież - Dudziński, Krauze, Czeczot, Jura, Duda-Gracz. Dziś to
szacowne grono, w którym nie brak i profesorów. Dość!
Też byłem profesorem. Ale rzuciłem wykłady na MGU. Zakończyłem też
karierę dizejnera po 30 latach pracy redaktora artystycznego. Mogą być
wystawy, publikacje, ale do pracy nie będę już chodził. Przyszli nowi,
młodzi redaktorzy naczelni... Bez smaku i kultury. Ciężko rozmawiać z
człowiekiem, który nie wie, kto to Andrzej Czeczot. A to on - a nie
artystyczny szef pisma - puszcza rysunki przyjaciół, nie zważając na
poziom. Nie chcę w tym uczestniczyć. Teraz będę tylko
rysował. Michaił - awanturnik
Czemu przyjechał do Gubina? - Bo - prócz artysty - jestem
awanturnikiem. Wsiadł z żoną w samochód w Moskwie. Na liczniku przybyło
1800 km. Żona - Marina Fiłatowa, członek Związku Pisarzy, popularna
dziennikarka kobiecych magazynów, autorka ironicznych historii na temat
,,jak zniszczyć chłopa?'', zajmuje się też poważną literaturą - nigdy w
Polsce nie była. Choć, jak Michaił, ma polskie korzenie: jedna babcia
nazywała się Ratuszniak, druga - Wasilewska. W rodowodzie Michaiła
polskie nazwisko Złotkowski pojawia się w kronikach XII wieku. Po
powstaniu kościuszkowskim rodzina trafi na zesłanie. Po rewolucji dwaj
kuzyni Michaiła staną po przeciwnych stronach barykady. - Pojedziemy do
Legnicy - planuje Michaił. - Potem do Katowic, do Tomasza Jury. I do
Krakowa (gdzie niedaleko już do szkolnej przyjaciółki Mariny, która 20 lat
temu wyszła za mąż za Polaka i tyleż czasu się nie widziały). - To
podróż wspomnień - mówi u jej początku.
DANUTA
PIEKARSKA

|